Ja też kiedyś nie stawiałam kropki.
Kiedy zaczynałam pracę w radiu, wydawało mi się, że głosowo jestem przygotowana. Miałam dobry warsztat i dykcję. Skończyłam klasę śpiewu w szkole muzycznej.
A jednak, kiedy zaczęłam pracować przed mikrofonem, okazało się, że nie brzmiałam tak pewnie, jak powinnam. Jako krakowianka miałam charakterystyczny zaśpiew — na końcu zdań mój głos, zamiast spokojnie opadać, szedł w górę. Każde stwierdzenie brzmiało, jakbym wątpiła w to, co właśnie powiedziałam.
Najciekawsze jest to, że sama tego nie słyszałam. Dopiero praca w radiu nauczyła mnie jednej z najważniejszych zasad mówienia.
Kropka na końcu zdania musi być słyszalna.